BANER.jpg

DROGA KRZYŻOWA

NA GRZYWACKĄ GÓRĘ

Każda góra ma swój urok, każda swoją dramaturgię. W górach działy się najważniejsze wydarzenia Starego i Nowego Testamentu. Iluzorycznie człowiek jest bliżej Pana Boga, a tak naprawdę to spojrzenie na dzieło stworzenia – TO JEST COŚ!

 

tym roku ze względu na wyjątkowo złe warunki atmosferyczne Dyrektor Bieszczadzkiego Parku Narodowego zamknął trasy na Tarnicę, więc postanowiliśmy nie ryzykować. Tradycja, tradycją, ale rozsądek podpowiadał, że na terenie województwa podkarpackiego są szczyty z umiejscowionymi na nich krzyżami, o których warto też pielgrzymom przypomnieć. Tak więc wybór padł na Grzywacką Górę (567 m. n.p.m.). To szczyt nad Kątami w zachodniej części Bezkidu Niskiego w paśmie Beskidu Dukielskiego. Na jej szczycie stoi krzyż milenijny z platformą widokową. Wieża jest stalową rurą, którą oplatają kręte schody prowadzące do platformy widokowej znajdującej się 12 metrów nad ziemią. Ponad platformę wznosi się 7-metrowej wielkości krzyż. Krzyż wystawiono w 1999 roku dla uczczenia dwu tysięcy lat chrześcijaństwa, dlatego nazywa się milenijnym, oraz dla upamiętnienia siódmej (w tym właśnie roku) pielgrzymki do Polski papieża Jana Pawła II i nazywany jest także papieskim. Przy dobrej widoczności z wieży widokowej widać ponoć Tatry, ale myśmy ledwo widzieli koniec własnego nosa.

Wyruszyliśmy czerwonym szlakiem z Kamienia przez Kąty drogą krzyżową. Przy stacjach drogi krzyżowej widziałam reflektory. Wszystkie kapliczki i krzyż są w pewnie nocy oświetlone. Drogą krzyżową pokonaliśmy 2,5 km przy różnicy poziomów około 200 m. rozważając rodzinne i małżeńskie relacje w zestawieniu z Chrystusową Drogą na Golgotę. Podejście zajęło nam około trzech godzin w śnieżnej zadymie i przenikliwym zimie. Karol Wojtyła wędrował po tych rejonach Beskidu Niskiego i nocował w Kątach co upamiętnia obelisk przed jednym z domów.

W atmosferze ciszy i skupienia zeszliśmy do Kątów inną drogą, aby w cieple autobusowego wnętrza odetchnąć po ciężkiej wędrówce.

Bogu niech będą dzięki, że nie wybraliśmy się jednak na Tarnicę.  Wojciech Trojanowski