BANER.jpg

Pielgrzymka parafialna na Ukrainę

W dniach od 27 do 28 maja trwała pielgrzymka autokarowa, w której wzięli udział nasi parafianie. Celem wyjazdu był Lwów oraz „Złota podkowa Lwowszczyzny”. W wycieczce, oprócz naszych parafian, wzięły udział również osoby z ropczyckiej parafii. Opiekunem naszej grupy był ks. Jacek Hajduk.

Dzień pierwszy –w sercu Lwowa

   Naszym pierwszym, dłuższym przystankiem na drodze do Lwowa było przejście graniczne, które oprócz granicy Polski, stanowi również granicę Unii Europejskiej. Po dotarciu na miejsce, zwiedzanie Lwowa rozpoczęliśmy od zabytkowej, najstarszej w Europie, nekropolii lwowskiej, którą jest Cmentarz Łyczakowski. W tym niezwykłym miejscu mogliśmy doświadczyć wielkość polskiego dziedzictwa kulturowego. Pochowani tu są najznamienitsi lwowianie i czołowe postacie polskiej kultury, nauki i polityki. Pomniki i nagrobki pod względem artystycznym są dziełami sztuki, które nakazują pielęgnować pamięć o tych, którzy pod nimi spoczywają. Pochowane są tu m. in. takie osobistości jak: Maria Konopnicka, Artur Grottger, Zygmunt Gorgolewski, Józef Teodorowicz i wiele innych. Odrębną częścią Cmentarza Łyczakowskiego jest Cmentarz Obrońców Lwowa, zwany Cmentarzem Orląt. Leży na nim prawie 3000 żołnierzy, czyli młodzieży polskiej ze szkół średnich i wyższych, która broniła Lwowa w latach 1918 – 1920 przed Ukraińcami i bolszewikami. Na wszystkich, to szczególne miejsce, zrobiło ogromne wrażenie i przypomniało o najwyższej cenie, jaką płacono za niepodległość Polski. Ten pierwszy i najważniejszy punkt pielgrzymki dał nam możliwość poznania bogatej, pięknej i równocześnie bolesnej przeszłości Lwowa. Bo jak mówi powiedzenie: „Jeśli chcesz poznać historię, idź na cmentarze, a one ci ją opowiedzą.”.

   Po zakończeniu pobytu na Łyczakowie, udaliśmy się do centrum Lwowa. Zaraz po obiedzie w jednej z restauracji, rozpoczęliśmy zwiedzanie. Obeszliśmy rynek, następnie zwiedziliśmy monumentalną katedrę grekokatolicką św. Jury, potem udaliśmy się do katedry Ormiańskiej, a na końcu zobaczyliśmy Kościół Ojców Dominikanów. Kolejnym punktem była Bazylika archikatedralna Wniebowzięcia NMP, w której nasza grupa uczestniczyła we Mszy Świętej. Po Eucharystii wzięliśmy udział w Festiwalu Baletu Współczesnego, który odbywał się w budynku Opery Lwowskiej. Zaraz po zakończeniu pobytu w operze, pojechaliśmy na wypoczynek do hotelu.

Chodząc po Lwowie, każdy poczuł wyjątkowy klimat miasta, które sprawia wrażenie jakby zatrzymało się w czasie. Spacerując po starówce, czuło się przedwojenną polskość, która mimowolne została zakonserwowana w gąszczu uliczek i kamienic,oddanych na własność działaniu czasu. Każdy zauważył, że Lwów jest miastem kontrastów. Z jednej strony widok wspaniałej architektury wzbudzał poczucie przebywania w „słowiańskiej Florencji”, a z drugiej zniszczone kamienice i budynki świadczące o zaniedbaniu, psuły całościowy obraz, z jednej strony widok pięknych, drogich aut, a z drugiej pełno starych, sowieckich samochodów stojących na każdym rogu ulicy. Te kontrasty i pewnego rodzaju rozdarcie kulturowo – społeczne jest świadectwem sytuacji polityczno – ekonomicznej, jaka panuje na Ukrainie.

Dzień drugi – szlakiem „Złotej podkowy Lwowszczyzny”

   Drugiego dnia, zaraz po śniadaniu, pojechaliśmy do kościoła św. Marii Magdaleny we Lwowie, gdzie uczestniczyliśmy we Mszy Świętej. Następnie wybraliśmy się na wycieczkę wzdłuż szlaku zwanego „Złotą podkową Lwowszczyzny”. Prowadzi on do trzech magnackich rezydencji, niegdyś wspaniałych siedzib wybitnych polskich rodów, dziś przypominających o burzliwej historii tych ziem i czasach dawnej chwały Rzeczypospolitej. Olesko, Podhorce i Złoczów to trzy miejscowości, tworzące trójkąt na mapie, w których znajdują się siedziby dawnych królów i magnatów. My mieliśmy okazje odwiedzić dwie z nich – Złoczów i Podhorce.

Najpierw dotarliśmy do Złoczowa, w którym to najważniejszym zabytkiem jest zamek Sobieskich otoczony potężnymi kamiennymi wałami. To jedno z nielicznych dotąd zachowanych w Europie XVII – wiecznych założeń obronnych, któremu udało się przywrócić dawny wygląd. W czasach króla Jana zamek służył rodzinie jako letnia rezydencja. Dziś niszczejąca siedziba polskiego władcy, służy jako obiekt turystyczny.

   Następnie pojechaliśmy do pałacu w Podhorcach. Pierwszym obiektem, który ukazał się naszym oczom był kościół św. Józefa zbudowany na wzór rzymskiej Bazyliki św. Piotra. Stojący właściwie w szczerym polu, olbrzymi kościół robi w tym niesamowitym miejscu, przygnębiające wrażenie: straszny, poczerniały i odrapany, przejmująco opuszczony i smutny, z napisem na fasadzie – „SIC TRANSIT GLORIA MUNDI” –tak przemija chwała tego świata. Na szczęście dokładnie naprzeciw kościoła, na końcu przepięknej, prawie kilometrowej alei, wesoło błyszczy fasada pałacu. Ale kiedy się do niego zbliżamy, pierwsze wrażenie okazuje się mylne. Podhorce, jedna z najwspanialszych rezydencji magnackich na kresach dawnej Rzeczypospolitej, jest ruiną. Pałac wybudowany w latach 1635 – 40 przez Stanisława Koniecpolskiego jest reliktem dawnej potęgi państwa Polskiego i należy mieć tylko nadzieję, że ktoś zdąży przywrócić go do czasów dawnej świetności, zanim ulegnie całkowitemu zniszczeniu.

   Po zwiedzeniu, dwóch niesamowitych miejsc, pełni wrażeń udaliśmy się w drogę powrotną w kierunku Lwowa, do którego prowadzi szosa tarnopolska. Ostatnim miejscem, jakie odwiedziliśmy, była Hodowica – wieś położona 8 kilometrów za Lwowem. Znajdują się tam ruiny kościoła Wszystkich Świętych. Świątynia wzniesiona była pod koniec XVIII w. przez polskich architektów i rzeźbiarzy mieszkających w ówczesnym Lwowie.Kościół ten stał się sanktuarium maryjnym, poprzez cudowny drzeworyt Matki Bożej Bolesnej, której to wizerunek został koronowany w 1932 r. Po II wojnie światowej, wysiedleni Polacy zabrali ze sobą cudowny obraz, który dziś znajduje się w kościele św. Augustyna we Wrocławiu. Z bogato zdobionego sanktuarium maryjnego, zostały tylko ruiny. Budynek uległ pożarowi, przez co stracił dach. Możliwość odwiedzenia tak wyjątkowego miejsca, położonego nad jeziorem, wzbudziło u każdego pewną nostalgię, ale i nadzieję na to, że w przyszłości kościół zostanie odbudowany, dzięki staraniom, które podjęła polska rodzina mieszkająca do dziś w Hodowicy.

   Żegnając się z Hodowicą, Lwowem i całą Ukrainą, wyruszyliśmy w drogę powrotną. Pielgrzymka była bardzo pięknym, wartościowym, ale i jednocześnie trudnym doświadczeniem, które pozwoliło popatrzeć na wiele spraw z innej perspektywy.